RYZYKOWNY STRZAŁ W SIÓDEMKĘ


"Suburbicon"


Reżyseria: George Clooney
Scenariusz: Joel Coen, Ethan Coen, George Clooney, Grant Heslov
Muzyka: Alexandre Desplat
Gatunek: Kryminał, Dramat
Budżet: 25 000 000 $

     Danny Ocean to był gość. Zagrał go George Clooney, a sama postać elektryzuje fanów komedii kryminalnej do dziś. Podobnie jak wspomniany aktor, który w jednym z wywiadów oznajmił, że kończy z aktorstwem. Sprzedaż firmy produkującej tequilę przyniosła mu sporą sumkę, a dokładniej 1 miliard dolarów. Na czynsz wystarczy, a jak dodaje Clooney, on swoje już zagrał. Na szczęście dla fanów jest też druga strona kamery. Nowa, siódma produkcja pt. „Suburbicon” nie będzie ostatnim projektem, w reżyserii byłego już aktora.



     Suburbicon to idealne amerykańskie miasteczko. Wraz z wprowadzeniem się do niego afroamerykańskiej rodziny wszystko się zmienia. Rodzina Lodge jest pogrążona w żałobie po stracie ukochanej mamy nastoletniego Nicky'ego Lodge. Chłopak, który jest świadkiem wielu dziwnych rozmów swojego Ojca i Ciotki nabiera podejrzeń i chce odkryć, co stoi za tajemniczą śmiercią jego Matki z rąk dwóch rabusiów, którzy są tajemniczo kryci przez rodzinę. Odkrywamy rodzinne sekrety, które nie były bez związku ze śmiercią jego matki. 








     Ryzyko, jakie podjął George Clooney, jest godne scenariuszy braci Coen. Ten kreujący „Suburbicon” leżał w szufladzie wiele lat. Pomysł produkcji filmu przewinął się już w 2005 roku, ale fundusze nie sprzyjały. Teraz udało się to wszystko poskładać w całość. Niestety, jak to ze składakami bywa, nie wszystko musi idealnie pasować, a pomysły i nurty na przestrzeni 30 lat się zmieniają. Połączenie mocnego kryminału z rasową manifestacją i wizją świata za kurtyną jest dobre na papierze, realizowane tu i teraz. Przynajmniej nie w koncepcji George'a, który dorzucając swoje trzydzieści lat doświadczeń i pomysłów, stworzył mętlik na ekranie. Ja uwielbiam wariactwa, nietuzinkową koncepcję montażu, swobodę prowadzenia aktorów i wszystko, co tam twórcy w serduchu gra, ale bez przesady. Twórcy zdecydowali się na projekcję nieźle uszytej zagadki, ale gdzieś tam w tle jest słodycz, tolerancja i moda na amerykański syf w filmie. To wygląda trochę tak, jakby dzieciaki z filmu „It” zakradły się do grobowca i wyciągnęły szkielet jakiegoś władcy. Potem, z polotem i młodzieńczą fantazją przyodziały go w kolekcję wiosna/lato 2018, następnie ożywiły magiczną mocą wskrzeszenia. Takie coś sobie chodzi, miota się po świecie. Nie pasuje do żadnej grupy społecznej, tematy już nie te. Moda jakaś taka dla wariatów i nawet piękne widoki nie odciągną nas od refleksji o zakłopotaniu. Ja czułem się w ten sposób. Nie ma co płakać, bo kryminał wątkiem kryminalnym stoi. Nie jest to co prawda zagadka, zakończoną rzezią, jakiej oczekiwałem po zwiastunie. Aj, a oczekiwałem bardzo soczystej jatki, krwistej wyprawy w głąb Suburbiconu i lokalnej społeczności. 



     Gardner Lodge (Matt Damon) jest najlepiej napisaną postacią, ponieważ ciągnie się do końca. Nie ma przerwy. Clooney pozwolił Damonowi na pobudzanie nerwicy u widza, wątpliwości i wiary. Margaret Lodge (Julianne Moore) to bardziej wycofana i cieplejsza kopia kreacji, tej samej aktorki z filmu „Kingsman: Złoty krąg” - Poppy. Prawdą jest, że kryminał nakręcają postaci Rogera (Oscar Isaac), Sloana (Glenn Fleshler) i Louisa (Alex Hassell). Trio „podejrzanych typów” to największy plus tej całej intrygi. Problemem tego filmu jest, właśnie brak fabularnej konsekwencji, wyciągnięcia esencji z całego wachlarza możliwości.  Będąc widzem, który szuka i analizuje, scena po scenie warstwę ideową oraz warsztat dostałem jedynie wyolbrzymioną koncepcję, która pozbawiona sensu nie zdołała obronić się jako kryminał. Owszem montaż, charakteryzacja i muzyka. Tu to wszystko gra, Clooney ma warsztat. Kręci niezłe filmy, często zmienia stan skupienia substancji, ale w tym pomyśle, za dużo jest przecinków i znaków zapytania.  Można mówić o trudnym temacie, segregacji rasowej, na siłę odnajdywać połączenia z klasykami np. „Fargo”. 




     Ja o tych wszystkich miłych akcentach pamiętam, nawet o zabawnej oprawie, ale to nie za to przyznaje się gwiazdki. W takim wypadku Vega i jego ostatnie propozycje dostałyby prawie wszystkie możliwe nominacje do polskich nagród filmowych. Nie dostały żadnej, gdyż jako całość jest to beznadziejne, a za kilka sekund odznaczeń tu nie przyznają. Wspomniany reżyser łączy wszystko w nieznośną niespodziankę. George Clooney to zdecydowanie wyższa półka, ale ten film mu nie wyszedł.  Przyjemnie jest zobaczyć klasyczne motywy na ekranie, ale to już było. Odsmażane danie na trzydziestoletnim tłuszczu, niestety nie smakuje tak dobrze.

MOJA OCENA: 3/10

Komentarze