Przejdź do głównej zawartości

KU POKRZEPIENIU SERC



Wszyscy moi mężczyźni" (97 minut)


Reżyseria: Hallie Meyers-Shyer
Scenariusz: Hallie Meyers-Shyer
Zdjęcia: Dean Cundey
Gatunek: Komedia romantyczna
Budżet: 12 000 000 $





Tytuł filmu Wszyscy moi mężczyźni" jest błędny. Upycha (już na starcie) produkcję studia Black Bicycle Entertainment, w reżyserii Hallie Meyers-Shyer do worka z napisem dla kobiet", kino kobiece", romansidło". Oryginalny (Home again") jest poziom wyżej i nie ogranicza widzów do szufladkowania. Ekranem zawładnie Reese Whiterspoon, a mężczyźni będą stanowić tło do rozważań o życiu, po życiu w burzliwym i wypalonym związku.

Alice opuszcza Nowy Jork. Separacja z mężem prowadzi ją do Los Angeles. Razem z dwiema córeczkami wprowadza się do rodzinnego domu. W dniu urodzin poznaje trzech uzdolnionych, szarmanckich mężczyzn. Impreza przenosi się do domu bohaterki, a chłopcy za namową matki Alice zostają u niej na dłużej. Damsko-męskie relacje przyniosą sporo niespodzianek, kiedy do drzwi zapuka mąż.


Próba odnalezienia jakiejś głębi kończy się fiaskiem. Obraz jako symbol analizy dostarcza nam tych samych bodźców przez cały seans. Zatrzymując go i wpatrując się w poszczególne kadry, widzimy bogatą paletę barw i połączeń. Każde zdjęcie jest tak pomyślane, aby wypełnić pokazywaną przestrzeń. Uciekamy od ponurego i ryzykownego oświetlenia, na rzecz ciepełka. Mimo goryczy bohaterki i ciężaru gatunkowego kilku scen, na sercu jest nam dobrze. Kibicujemy Alice. O jej dobro nie musimy się martwić, bo postacie występujące w filmie, i ogólnie cały świat sprzyja. Produkcja ma trochę wspólnego z Woodym Allenem. Tym z ostatnich lat i tylko w kilku aspektach. Reżyseria jest absolutnie różna. Sposób współpracy i kierowania aktorem jest po stronie Allena, bez dwóch zdań. Tutaj myślę raczej o nawiązaniu do tekstów mistrza. Pan Woody zwykł chować na kartkach papieru ukryte przesłanie i w rytmie swojego poczucia humoru dość nostalgicznie kończyć opowieść, nawet wahadłowym Hitchcockiem. Zmieniony rytm i scenariusz naprowadzają nas na wizję autora. Mnie praca Hallie Meyers-Shyer nad dobrem scenariusza przypomina wspomniany warsztat legendy. Ten film, w gruncie rzeczy broni się właśnie pomysłem na dialog i ożywieniem dość nijakich, w zamyśle postaci. Na dodatek zebrała się dobra grupa, docenionych i wschodzących gwiazd Hollywood. Reese uroczo płynie w konwencji ciepłej produkcji, a towarzysze służą jako ożywione i uczłowieczone znaki. Błyszczą chłopcy (aktorzy: Michael Sheen, Pico Alexander, Nat Wolff i Jon Runditsky), których przygarnęła matka Alice. Każdy z nich wykorzystał swoje pięć minut. Jest zabawnie, lekko i radośnie. Taka formuła niestety nie pozwala na głębsze przemyślenia, bo każdy poważniejszy wątek jest delikatnie osadzony, łagodzony za wczasu i gdzieś tam upychany w kontrze scenariusza. Czym się kierować w życiu? Bohaterka zdaje się pytać, co dwie sceny o to samo. Przy pomocy płytkich, typowo amerykańskich zagrywek dochodzi do konfrontacji ze swoją naturą. Końcowe sceny i dynamiczny montaż, wprowadzają nas w klimat, rodem z filmu 60 sekund", aby na finał wrócić do Allena i zostawić nas w amerykańskim śnie.

Poruszanie wymowy politycznej w tym filmie może okazać się nadinterpretacją, tym bardziej że mowa zaledwie o przesłankach. Rola mężczyzn w życiu bohaterki jest bardzo istotna, ale mam wrażenie, że morał jest dość jednoznaczny. Kobieta musi być silna i stąpać twardo po ziemi mimo licznych miłostek i uniesień faceci to problem i na dłuższą metę nie można liczyć na stabilną, dojrzałą relację. Ten jest taki, tamten siaki, a kobiecy dom (w tym przypadku mama i dwie córki) może spokojnie istnieć i jak to podsumowała mała pociecha nawet jest spokojniej". Do pierwotnego feminizmu daleko.

Historia utrzymana w lekkim nurcie przyprawiła mnie o szybsze bicie serca dokładnie raz. Świat idealnie poskładany, a wielkie przeszkody zamieniają się w kałuże obok nas, które swobodnie ominiesz, a uzbrojona/y w gumiaki (silna wola i niezależność) wdepniesz i absolutnie nic się nie stanie. Produkcja ku pokrzepieniu serc. Inspiracją warsztat mistrza. Jest miło i przyjemnie, bez sensacji.

MOJA OCENA: 4/10

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"MILCZENIE", reż. Martin Scorsese

Kiedy zachwycony możliwością spędzenia kolejnych godzin w kinie oglądam przewijające się reklamy i zwiastuny, to szukam czegoś niezwykłego. Wtedy widzę zwiastun "Milczenia". Reżyser, obsada, magia — wiem, że muszę to zobaczyć. Nie chciałem zbyt wiele czytać o samej produkcji, bo uznałem, że lubię, kiedy Scorsese mnie zaskakuje. Powiem szczerze, miałem spore nadzieje.


          XVII wiek. Dwóch młodych jezuitów zostaje wysłanych do Japonii, gdzie toczy się bezwzględna walka z chrześcijaństwem. Ich zadanie ma być realizowane potajemnie, bo w tym kraju, w tym wieku inne religie są tępione. Misjonarze poszukują swojego nauczyciela – słynącego z odwagi kapłana, o którym krążą plotki, że wyrzekł się wiary katolickiej i został buddyjskim mnichem. Cała misja będzie kosztować ich mnóstwo siły, a wiarę wystawi na ogromną próbę.



          Zgadza się prawie wszystko. Tytuł, niby zaściankowy, ciut zbyt prosty, ale ja to biorę. Już po pierwszych scenach miałem wyrysowane…

"POKOT", reż. Agnieszka Holland

Miło się na sercu robi, kiedy wokół jednej osoby jest tyle kontrowersji. Należy podkreślić, w tym miejscu, że mowa o Agnieszce Holland i problem jest dużo ciekawszy niż kolejne intrygi w życiu Kardashianek. Ja, kiedy wyruszam do kina oddzielam sympatie polityczne, orientacje itp. Staram się pobrać mnóstwo danych, dać się porwać choćby jednej scenie. „Pokot” to kolejny film pani Holland i mnie nie mogło na nim zabraknąć.

     Emerytowana inżynierka Janina Duszejko, z zamiłowania pani astrolog i wegetarianka, mieszka w małej sudeckiej wsi. Pewnej śnieżnej, zimowej nocy odnajduje ciało martwego sąsiada-kłusownika. Okoliczności śmierci mężczyzny są niezwykle tajemnicze. Jedyne ślady wokół jego domu to ślady saren... Z czasem pojawiają się kolejne zwłoki lokalnych osobistości. Wszyscy zabici byli myśliwymi. Duszejko widząc niemoc policji, prowadzi własne śledztwo, którego wyniki są złowieszcze: czy to myśliwi stali się zwierzyną?

     Już od pierwszych, pokazanych na ekranie zd…

"ŻYCIE JEST PIĘKNE", reż. Roberto Benigni

gatunek:Dramat, Komedia, Wojenny
produkcja: Włochy
reżyseria:Roberto Benigni
scenariusz:Roberto Benigni, Vincenzo Cerami
premiera: 12 marca 1999 (Polska), 20 grudnia 1997 (świat)

       Dzisiaj, mając możliwość wyboru kolejnego filmu sięgnąłem po "Życie jest piękne". Przyznam się, że sam tytuł jest nośny. Uległem pokusie...Przyciągnął mnie. Sam zakres tematyki jest wystarczająco ciekawy. Symbioza gatunków filmowych postawiła kolejny filar pod moim zainteresowaniem. Stało się, obejrzałem. Jakie wnioski?

       "Życie jest piękne" opowiada historię charyzmatycznego człowieka, w dobie Holocaustu. Guido Orefice (Roberto Benigni) zakochuje się w pięknej Dorze (Nicoletta Braschi). Realizuje kolejne, szalone pomysły, tylko po to aby zwrócić jej uwagę. Ta strategia przynosi efekt oraz, w następstwie ożenek. Dopełnieniem radości jest owoc tej miłości - Giosue. Ich radość nie trwa długo...Pewnego dnia (urodziny małego Giosue), z uwagi na pochodzenie żydowskie, Guido z synem i wuj…