Przejdź do głównej zawartości

DWUNASTY ZAWODNIK


THOR: RAGNAROK (130 minut)

Reżyseria: Taika Waititi
Scenariusz: Eric Pearson, Craig Pyre
Muzyka: Mark Mothersbaugh



Moda na filmy o superbohaterach trzyma się mocno. Mimo pozornego wyczerpania bazy tematów o panach i pannach w kostiumach, studia decydują się na rewolucję popartą ewolucją, dość naturalną. W końcu tam na górze (w studiu rzecz jasna) zrozumieli, że sukces filmu opiera się na zadowoleniu widza. Jak tu utożsamiać się w nieskończoność z latającym blondynem i jego cudownym młotem? On jest taki niezniszczalny. Jego kumple i sojusznicy, przecież nie bogowie, też nie imają się pocisków i ran. Dwunasty zawodnik - jego brakowało!



Thor - nordycki bóg grzmotów, zostaje schwytany i uwięziony. Asgard i dobro cywilizacji są zagrożone. Hela (Cate Blanchett), potomkini odchodzącego Odyna pragnie krwi i podbojów innych krain. Thor (Chris Hemsworth) przepełniony przepowiednią o zbliżającym się Ragnaroku musi wrócić do domu, zebrać drużynę i  pokonać niebezpieczną kobietę, a co najważniejsze ocalić świat.



Thor: Ragnarok to czas widza. Każdy z nas, już widział gościa gadającego do kamery i w dodatku świadomego, że o nim jest film, notabene tu i teraz. Kinematografia postulowała, przedyskutowała i walczy o równość kobiet i mężczyzn, nawet w filmach o superbohaterach. Antagonista to antagonistka. Piękna i charyzmatyczna Hela, w tej roli cudownie ucharakteryzowana Cate Blanchett.
Pojawiają się czarnoskórzy pomocnicy i temat prawie wyczerpany. Zawsze tym czwartym do brydża była dysputa o orientacji bohaterów. Nie umniejszając mocy sprawczej temu tematowi, teraz pojawiła się niespodzianka. Dwunasty zawodnik. Sukces filmu wspierany jest przez nas, publiczność. Siedząc na sali kinowej widziałem i słyszałem, jak każdy żył i czuł ten film. Nie był to zlepek gagów do pośmiania i wyśmiania, serwowany przez jednego tam polskiego reżysera, ale kilka poziomów wyżej postawione pudełko z bardzo dobrym scenariuszem, pomysłem na realizację i kreację poszczególnych światów. Każdy bohater, wymieniony i pokazany w zwiastunach ma swoje pięć minut. Twórcy i całe zaplecze, co ukazane zostało dokładnie w napisach końcowych (sporo tego) dbają o każdy szczegół. Stroje są skrojone na miarę. Każdy jest opisany, pomysłem na uczesanie i poprowadzony przez któregoś z reżyserów do właściwej gry aktorskiej. Bez nadmiernej ekspresji i niepotrzebnej nikomu indywidualnej szarży. Hipokrates pełną gębą. Cztery podstawowe typy osobowości są na ekranie. Sangwinik, choleryk, flegmatyk i melancholik. Nie będę pisał, kto jest kim, żeby nie psuć niespodzianki. Loki gwarantuje nam przyjemne psoty, a jego garnitur i robocze wdzianko są zaprojektowane przez króla mody. Wymiatają.  Statyści tworzą tło, tak pięknie dobrane, aby kompozycja barw poszerzała naszą percepcję. Wracając do napisów i zaangażowania twórców oraz aktorów. Każdy z nich przeszedł odpowiedni trening, pod okiem profesjonalistów. Widać to na ekranie. Duety powstają z dość dużą częstotliwością. Prowadzi je śmieszny i subtelny Thor. Hulk, Doctor Strange, Loki, Walkiria i nawet Odyn...Jest pomysł, bo kino akcji może być oparte na dialogu. Nie ma tu egzystencjalnych pytań i odpowiedzi na wszystkie filozoficzne pytania, ale pozwolenie bohaterom trochę się wygadać budzi w nas więcej empatii do ich uczuć i tego, że oni myślą. Nie są to odpowiedniki prostych jednostek walczących o przyziemne "Łapu capu". Powroty do korzeni i uświadomienie nam ,jak kluczowe bywają niektóre wydarzenia, w naszym dzieciństwie i późniejszym okresie dojrzewania powodują, że kibicujemy i prowadzimy bohaterów do walki. Operatorzy kamery, zapewne w porozumieniu z producentem i reżyserem nie boją się przystanąć na moment. Nie bujają kamerą, nie szarpą. Mamy spokojne sceny i uzasadnione kręcenie na kilku, a nie kilkunastu (jak w najnowszym Bournie) maszynach. Dźwięk jest czysty i cieszy. Jedna piosenka, taki theme song wpada w ucho na dobre dwie godziny po seansie.
Oczarowany czekałem na finał i pojedynek mocy piekielnych. Znowu pochwalę każdy cal. Moc to moc. Taktyka występuje, bohaterowie działają.



Nie jest łatwo okiełznać Thora i jego świat. Asgard to miejsce wielu przygód i nieskończonych uczt. Teraz także walki i wewnętrznej przemiany bohaterów. Zmiana reżysera pozwoliła na dopełnienie ewolucji. Kicz zniknął, a widz zrelaksowany świadomością, o co tutaj chodzi ,może płynąć i śmiać się z żartów oraz delikatnych aluzji ze strony bohaterów. Życzę pomyślności twórcom, na dalszym etapie ich przygód z bogiem piorunów. 
PS. Polecam posiedzieć, jak najdłużej w fotelu kinowym. Dwie sceny po napisach są wasze :)

OCENA: 9/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"ŻYCIE JEST PIĘKNE", reż. Roberto Benigni

gatunek:Dramat, Komedia, Wojenny
produkcja: Włochy
reżyseria:Roberto Benigni
scenariusz:Roberto Benigni, Vincenzo Cerami
premiera: 12 marca 1999 (Polska), 20 grudnia 1997 (świat)

       Dzisiaj, mając możliwość wyboru kolejnego filmu sięgnąłem po "Życie jest piękne". Przyznam się, że sam tytuł jest nośny. Uległem pokusie...Przyciągnął mnie. Sam zakres tematyki jest wystarczająco ciekawy. Symbioza gatunków filmowych postawiła kolejny filar pod moim zainteresowaniem. Stało się, obejrzałem. Jakie wnioski?

       "Życie jest piękne" opowiada historię charyzmatycznego człowieka, w dobie Holocaustu. Guido Orefice (Roberto Benigni) zakochuje się w pięknej Dorze (Nicoletta Braschi). Realizuje kolejne, szalone pomysły, tylko po to aby zwrócić jej uwagę. Ta strategia przynosi efekt oraz, w następstwie ożenek. Dopełnieniem radości jest owoc tej miłości - Giosue. Ich radość nie trwa długo...Pewnego dnia (urodziny małego Giosue), z uwagi na pochodzenie żydowskie, Guido z synem i wuj…

KU POKRZEPIENIU SERC

Wszyscy moi mężczyźni" (97 minut)
Reżyseria:Hallie Meyers-Shyer
Scenariusz:Hallie Meyers-Shyer
Zdjęcia: Dean Cundey
Gatunek: Komedia romantyczna
Budżet: 12 000 000 $





Tytuł filmu „Wszyscy moi mężczyźni" jest błędny. Upycha (już na starcie) produkcję studia Black Bicycle Entertainment, w reżyserii Hallie Meyers-Shyer do worka z napisem „dla kobiet", „kino kobiece", „romansidło". Oryginalny („Home again") jest poziom wyżej i nie ogranicza widzów do szufladkowania. Ekranem zawładnie Reese Whiterspoon, a mężczyźni będą stanowić tło do rozważań o życiu, po życiu w burzliwym i wypalonym związku.

Alice opuszcza Nowy Jork. Separacja z mężem prowadzi ją do Los Angeles. Razem z dwiema córeczkami wprowadza się do rodzinnego domu. W dniu urodzin poznaje trzech uzdolnionych, szarmanckich mężczyzn. Impreza przenosi się do domu bohaterki, a chłopcy za namową matki Alice zostają u niej na dłużej. Damsko-męskie relacje przyniosą sporo niespodzianek, kiedy do drzwi zapuka mąż.