Przejdź do głównej zawartości

"POKOT", reż. Agnieszka Holland

     Miło się na sercu robi, kiedy wokół jednej osoby jest tyle kontrowersji. Należy podkreślić, w tym miejscu, że mowa o Agnieszce Holland i problem jest dużo ciekawszy niż kolejne intrygi w życiu Kardashianek. Ja, kiedy wyruszam do kina oddzielam sympatie polityczne, orientacje itp. Staram się pobrać mnóstwo danych, dać się porwać choćby jednej scenie. „Pokot” to kolejny film pani Holland i mnie nie mogło na nim zabraknąć.

     Emerytowana inżynierka Janina Duszejko, z zamiłowania pani astrolog i wegetarianka, mieszka w małej sudeckiej wsi. Pewnej śnieżnej, zimowej nocy odnajduje ciało martwego sąsiada-kłusownika. Okoliczności śmierci mężczyzny są niezwykle tajemnicze. Jedyne ślady wokół jego domu to ślady saren... Z czasem pojawiają się kolejne zwłoki lokalnych osobistości. Wszyscy zabici byli myśliwymi. Duszejko widząc niemoc policji, prowadzi własne śledztwo, którego wyniki są złowieszcze: czy to myśliwi stali się zwierzyną?

     Już od pierwszych, pokazanych na ekranie zdjęć wzięło mnie. Piękna kotlina, zjawiskowe uchwycenie natury i klimatyczna kompozycja barwnych dźwięków. Ależ dobrze, że to nam towarzyszyło przez cały seans. Kiedy myślę o analizie nasuwa mi się pewna wielowymiarowa poprawność. Każdy element jest z gracją i polotem dopasowany. Smaru czasem brakuje, ale te najważniejsze aspekty kinowego rzemiosła są na tip- (prawie) top. Scenariusz pozwala darzyć uwielbieniem bohaterów, nawet tych groźniejszych. Janina Duszejko (Agnieszka Mandat) to świetnie zrobiona i wykreowana postać. Jest to kompilacja wielu emocji... Miłość, cierpienie, zrozumienie. Aktorka zrobiła to świetnie. Świętopełk Świerszczyński „Matoga” (Wiktor Zborowski) to nieco mniej barwna postać, ale chce się jej kibicować, wiedzieć co tam mu w duszy gra. Kiedy robi się poważnie, a widz już odlatuje w kryminalny zakątek... Do zabawy dołącza Dyzio (fantastyczny Jakub Gierszał) oraz listonosz (Sebastian Pawlak). Kryminalna intryga, fabularny korkociąg są nakręcane wokół popularnego w mediach, ale nie do końca nam w tej odmianie dostępnego tematu. Kłusownictwo i moralne aspekty to baza tej opowieści. Wokół problemu twórcy budują niezły labirynt. Powiem więcej... Takiego kina już dawno w Polsce nie było. Łapiemy się na zadziornie budowane napięcie, ekranową magię, która pozwala zadać sobie kilka razy pytanie...kto to zrobił? Kto jest winny? Charakteryzacja, kostiumy i casting. Widać, że tutaj palce wkładał ktoś doświadczony, konkretny i zgrabny, w kursie na bardzo dobrą produkcję. Gwiazdy, gwiazdy, gwiazdy... Aktorzy wykorzystani do wymiocin na polskim rynku nie powodują łojotoku. Borys Szyc rodzi się na nowo, Grabowski jest świetnie wpisany, bo z jego ograniczeniem na nic więcej nie można liczyć. Jedynie Tomasz Kot jakoś tak w innym gwiazdozbiorze leżał. Zgasł totalnie, Holland kupiła mu maszynkę i zgoliła zarost, ubrała, dała tajemnicę. Nie zadziałało. Wielkim plusem jest obecność na ekranie wielu nacji. Aktorzy z sąsiednich krajów bawili, grali i nie dali się przytłoczyć. Plusem jest taka światowa realizacja, montaż. Wszelkie braki fabularne są pięknie przykryte tą kołderką. Nie wiem natomiast, na co komu te perfidne zbliżenia na facjaty. Miało to budować jakieś napięcie? Nie budowało. Miało to być wiaterkiem ze światowego kina i produkcji „House of Cards"? Niech tam to zostanie. Na szczęście twórcy podjęli, jeśli dobrze liczę trzy próby i amen. Dziękuję Im za słuszną nieśmiałość. Zagadka interesowała, była godna. Zachwycające jest ukazanie tak wielu wątków i piękna w takim kryminale. Szacunek.


     Ten film uświadomił mi, że niedaleko pada dzieło od Polski. Nawet w niej. Można za panią Agnieszką nie przepadać, krytykować jej styl bycia i poglądy polityczne, ale prawda jest taka, że to bardzo dobra produkcja. Temat został ukazany w ubrany w bardzo emocjonalne tony, czasem nawet opętanie, ale o dziwo, taka recepta i taki lek nie wywołuje alergii albo efektów ubocznych. Nie da się ukryć, że bawiłem się razem z twórcami. Podążałem za nimi.

OCENA: 8/10

Komentarze

  1. Ja też podążałam i bawiłam się razem z twórcami! I nie żałuję, każdemu polecam taki seans filmowy :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"MILCZENIE", reż. Martin Scorsese

Kiedy zachwycony możliwością spędzenia kolejnych godzin w kinie oglądam przewijające się reklamy i zwiastuny, to szukam czegoś niezwykłego. Wtedy widzę zwiastun "Milczenia". Reżyser, obsada, magia — wiem, że muszę to zobaczyć. Nie chciałem zbyt wiele czytać o samej produkcji, bo uznałem, że lubię, kiedy Scorsese mnie zaskakuje. Powiem szczerze, miałem spore nadzieje.


          XVII wiek. Dwóch młodych jezuitów zostaje wysłanych do Japonii, gdzie toczy się bezwzględna walka z chrześcijaństwem. Ich zadanie ma być realizowane potajemnie, bo w tym kraju, w tym wieku inne religie są tępione. Misjonarze poszukują swojego nauczyciela – słynącego z odwagi kapłana, o którym krążą plotki, że wyrzekł się wiary katolickiej i został buddyjskim mnichem. Cała misja będzie kosztować ich mnóstwo siły, a wiarę wystawi na ogromną próbę.



          Zgadza się prawie wszystko. Tytuł, niby zaściankowy, ciut zbyt prosty, ale ja to biorę. Już po pierwszych scenach miałem wyrysowane…

"ŻYCIE JEST PIĘKNE", reż. Roberto Benigni

gatunek:Dramat, Komedia, Wojenny
produkcja: Włochy
reżyseria:Roberto Benigni
scenariusz:Roberto Benigni, Vincenzo Cerami
premiera: 12 marca 1999 (Polska), 20 grudnia 1997 (świat)

       Dzisiaj, mając możliwość wyboru kolejnego filmu sięgnąłem po "Życie jest piękne". Przyznam się, że sam tytuł jest nośny. Uległem pokusie...Przyciągnął mnie. Sam zakres tematyki jest wystarczająco ciekawy. Symbioza gatunków filmowych postawiła kolejny filar pod moim zainteresowaniem. Stało się, obejrzałem. Jakie wnioski?

       "Życie jest piękne" opowiada historię charyzmatycznego człowieka, w dobie Holocaustu. Guido Orefice (Roberto Benigni) zakochuje się w pięknej Dorze (Nicoletta Braschi). Realizuje kolejne, szalone pomysły, tylko po to aby zwrócić jej uwagę. Ta strategia przynosi efekt oraz, w następstwie ożenek. Dopełnieniem radości jest owoc tej miłości - Giosue. Ich radość nie trwa długo...Pewnego dnia (urodziny małego Giosue), z uwagi na pochodzenie żydowskie, Guido z synem i wuj…